środa, 16 stycznia 2013

じょおうに行きます

W końcu się za to wzięłam!
- Oszalałaś?! - na dzień dobry nakrzyczała na mnie Midoriko. - Jak mogłaś kazać mi tyle czekać?! Do tego czasu przestałam być spoilerem i wiesz ile już zdążyłam namieszać? Chodź tu!
Midoriko wyciągnęła fiolkę w moją stronę, więc zaczęłam uciekać. Skubana zaczęła mnie gonić! Wielki Kwas Solny chyba poczuł się gorszy, więc też zaczął biec za nami. Chociaż sam pewnie nie wiedział, dlaczego to robi. Nagle wpadłam na coś twardego. Prawdopodobnie zaczęłabym jęczeć, jak to bolało, tylko, że straciłam przytomność. Gdy ją odzyskałam widziałam nad sobą ośmiogłowego potwora.Chciałam krzyknąć, ale obraz mi się wyostrzył i już widziałam tylko cztery łepetyny. Podniosłam się i zanotowałam, że stoję w otoczeniu dwóch ochroniarzy królewskich, Midoriko (chyba po drodze jej się wylał kwas, na szczęście) i dyktatora. Wielki Kwas Solny nie chciał chyba z nami współpracować, kiedy panowie w garniturach nie chcieli nas wpuścić. Dlatego zastosowałam szatański podstęp.
- Tam leci małpa na paralotni! - krzyknęłam, pokazując na niebo.
Ochroniarze zwrócili wzrok w tamtą stronę, a ja chwytając za nadgarstek Midoriko przebiegłam przez bramę.
- Odwracanie uwagi na poziomie przedszkolaka - burknęła, zirytowana.
- Działa? Działa. To nie narzekaj.
- Dobrze - uderzyła mnie w głowę.
- Ej! Za co to?
- Bo jesteś głupkiem.
Otworzyłam buzię, by zaprzeczyć, ale zastanowiłam się i po chwili stwierdziłam, że Midoriko ma rację, więc wzruszyłam ramionami i weszłam do zamku, a co (nie myślcie sobie, że tam nie było żadnej ochrony, po prostu powaliłam wszystkich swoim wdziękiem...no dobra...Midoriko to zrobiła...ale ja szłam dumnie z przodu)! Niestety nie wiedziałam, jak dostać się do sali, w której przebywała Królowa Kier, dlatego wykorzystałam swój (Midoriko) urok osobisty i pewien uprzejmy pan nas zaprowadził do jej komnaty. Z niewiadomych przyczyn powiedział "jakby co to nie ja was tu przyprowadziłem". Durny jakiś był. Jak nie on, jak on, przecież sama widziałam! Pełno Kretynów w tym Niespokojnym Świecie Serc...W każdym bądź razie pomyślałam, że na Królowej trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie. Kazałam się odsunąć Miodriko, która patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami.
- Z BUTA WJEEEEEŻDŻAAM! - krzyknęłam, i kopnęłam w drzwi, które stanęły otworem.
Czułam się z siebie bardzo dumna. Dopóki drzwi nie wróciły i oddały mi w twarz. Znów straciłam przytomność (siła Marzeny już działa)...tym razem widziałam dwugłowego potwora. Śmiał się w najlepsze. Jednak okazało się, że to była tylko Midoriko. Wyciągnęłam rękę, żeby pomogła mi wstać, ale ona ją zignorowała i usiadła na poduszce przed czerwoną kurtyną, za którą najwyraźniej siedziała królowa.
- Królowo Kier, przyszłam tutaj, ponieważ wyzywam Cię na odpowiedzenie na pytanie: jakich trzech rzeczy się najbardziej boisz?!
- Że wszyscy ludzie zginą, bo nie będę miała komu dokuczać. Że wszyscy ludzie zginą, bo nie będę miała komu nieść nieszczęścia. I że wszyscy ludzie zginą, bo nie będę mogła ich wyśmiewać - odpowiedziała szybko Marzena.
- ...nie spodziewałam się tak szybkiej odpowiedzi i to bez żadnych protestów.
- To tylko dlatego, że teraz mogę Cię skazać na krzesło.
- NIEEEEEE!
Dwaj panowie złapali mnie za ramiona i podnieśli. Zanieśli do dziwnego ciemnego pomieszczenia. Nagle zapaliło się światło i zobaczyłam przerażającą twarz. Zaczęłam krzyczeć. Twarz zaczęła się śmiać. W końcu zrobiło się jaśniej i ujrzałam Midoriko, ponownie bawiącą się w najlepsze.Jednak moją uwagę przykuli panowie, którzy dla od miany mnie przykuwali do krzesła. Jeden wyciągnął miecz, zaczął nim machać, a po chwili podeszwy od moich butów odpadły. Do pomieszczenia wszedł trzeci pan z wiewiórkami w rękach.
- Nie, błagam, nie! Zostawcie mnie!
Położył je tuż pod moimi nogami, a Midoriko wzięła żołędzie, zawieszone na patyku i podstawiła im pod nosek. Wtedy wiewiórki zaczęły machać ogonami, co było równoznaczne z początkiem tortury.
-HAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHHAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHA...
Byłam bliska zaśmiania się na śmierć, ale w końcu panowie w czarnych garniturach się nade mną zlitowali i wyrzucili przez okno. Wpadłam do jakiejś fosy, a Midoriko pomachała mi na do widzenia, mrucząc coś o jakimś teleporcie i że musi wracać na jakiś dziwny statek do jakiegoś dziwnego człowieka. Wzruszyłam więc ramionami i wróciłam do domu.

2 komentarze:

  1. Ciekawie się czyta. Może za dużo używasz caps locka ale powiem, że sama fabuła jest interesująca ;)
    ~ Lily z Lumos Art

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pierwsza reakcja po przeczytaniu tego komentarza: "To to ma jakąś fabułę?!" :D W każdym bądź razie miło wiedzieć, że kogoś zaciekawiły wytwory mojej chorej wyobraźni. :)

      Usuń